MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Alestorm oraz Skálmöld – Progresja 2019 – relacja

Słowem wstępu

Ogólnie trochę się na koncert spóźniłem i gdy wchodziłem na płytę, na scenie już grał Skálmöld. Na swój sposób to chyba nawet lepiej, bo od progu wiedziałem że wieczór będzie udany. Jak już wspominałem przy okazji relacji z koncertu PowerwolfProgresja to idealne miejsce na koncert i jestem prawie pewien, że bez względu na to kto wystąpi na scenie – to pod sceną będę się dobrze bawił. Niestety, tej tezy jeszcze nie potwierdzam, bo na scenie nie wystąpił byle kto, a dwie na prawdę świetne kapele folkowe.

Skálmöld

Skalmold

Zespół Skálmöld w zasadzie słyszałem pierwszy raz w życiu i muszę przyznać że teraz moje życie powinno być odrobinkę lepsze. Według wikipedi, skład para się muzyką „viking / folk” metalową, ja bym jednak do tej listy dopisał kilka gatunków.

W niektórych utworwach dało się wyczuć bardzo thrashowe naleciałości, czasem odrobinę punka, który zwykle jest nieodzowny przy folkowych klimatach, ale zdarzały się też niemalże death/black metalowe wstawki i wokale. Jakby tego było mało, gdy klawiszowiec – Gunnar Ben – zaczynał śpiewać, to robiło się wręcz doom’owo i okultystycznie (znaczy okultyzm to chyba zwykle jest w tekstach, a że Islandzkiego nie znam, to nie wiem, ale tak to brzmiało).

Przepotężny mix, przy którym nie można się nudzić, masa energii i chyba najbardziej zwierzęca perkusja jaką słyszałem w tym roku. Perkusista – Jón Geir Jóhannsson – dał z siebie wszystko, młucił lepiej i szybciej niż nie jedna pralka w trakcie wirowania, a zarazem robił to z taką lekkością, do tego widać było że ma z tego mega frajdę. Między innymi dlatego frajdę mieli też wszyscy pod sceną.

Jedyny mankament do jakiego mogłbym się przyczepić to praca akustyka – ale powiedzmy sobie szczerze, nie miał on łatwego zadania. W końcu dobrze zgrać na żywo 3 gitary, perkusję, bas, klawisze i 6 wokali to nie lada wyczyn. Do tego dochodzi kwestia, że niektóre gitary brzmiały tak, jakby przester brały ze starej kostki Digitech’a typu „Niesławny Metal Master„. Na szczęście, zespół wybronił się wartstwą muzyczną i pomimo braków w brzmieniu, słuchało się tego przyjemnie i nóżka sama sobie bezwarunkowo podskakiwała.

Alestorm

To co widzicie na zdjęciu powyżej, to pompowana dmuchana kaczka, która – chyba w ramach supportu i rozgrzewania publiczności – była pompowana w rytm utworu Queen – We are the Champions. Po takiej „zapowiedzi” może być już tylko lepiej.

Jeszcze zanim przejdziemy do zasadniczego show – rozbawiła mnie ekpia przygotowująca scenę. O ile zazwyczaj, ekipa rozstawia po scenie butelki z piwem albo wodą, aby artyści mieli się czym nawodnić, tak ekipa Alestorm w ramach przygotowania biegała po scenie i robiła drinki na miejscu w różnych kombinacji wódki, napojów gazowanych i soków. No i do tego rozstawiała butelki z piwem, także szykowała się bogata impreza.

No i faktycznie impreza była na bogato – już od samego początku. Zaczyna lecieć muzyka typu funky/dance czy coś, wesoło, na scenę wbiega Alestorm i zaczynają tańczyć gdy głos dobiegający z głośników kończy zapowiadać gwiazdę wieczoru.

Dalej koncert przebiegał bardzo energicznie – ciężko mi oszacować czy tracklista została dobrana tak, aby wybrać same utwory które mają chwytliwe refreny, czy może po prostu Alestorm wszystkie refreny ma chwytliwe.

Jedna z najciekawszych akcji – gdy Alestorm zaczął grać utwór „Nancy the Tavern Wench” wszyscy usiedli na podłodze i zaczęli wiosłować w rytm utworu. Było to na prawdę zaskakujące zgranie – bo o ile tańce, pogo, circle of death, wall of death i inne ruchy taneczne typowo metalowe wychodzą zazwyczaj bez błędnie, tak zgranie się w tańcu wioślarzy było czymś nowym dla mnie.

Do wykania utworu „Hangover” zostali zaproszeni goście specjalni – na drugim wokalu mogliśmy usłyszeć człowieka znanego jako „Beef guy” albo „Phil the Immobilizer” który, żeby odpowiednio się przygotować do śpiewania, wychylił dwie butelki piwa i opróżnił obie na raz. Na gitarze akustycznej zaś gościł (i tutaj wstyd się przyznać, bo mój not-perfect Angielski zawiódł i zrozumiałem jedynie – ) „Mr. Handy Handsom„.

Ogólny kontakt z publicznością przez calą imprezę był świetny, żarty sypały się niemalże z rękawa, wszyscy na scenie i pod sceną ochoczo tańcowali – jak już mówiłem – impreza na bogato!

Alestorm pięknie się pożegnał z polskimi fanami utworem „Fucked With An Anchor” – nie trudno się więc domyślić że w powietrzu było mnóstwo palców środkowych, ale wszystko sympatycznie i ze wzajemną miłością.

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka



Galeria

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/jkstoner/public_html/wp-includes/functions.php on line 4755