Ciekawy przypadek – album nagrany całościowo w stylu koncertowym, ale bez publiki, we własnym studiu w Szwajcarii. Tak przynajmniej możemy przeczytać o tym albumie w opisie pod materiałem na kanale Stoned Meadow of Doom który to album udostępnił do odsłuchu. Możemy też w nim przeczytać, że zespół czerpie inspiracje z zachodniej psychodelii i wschodniego mistycyzmu.
I faktycznie, chyba coś w tym jest, bo z jednej strony album ma dosyć surowe, naturalne brzmienie, ale tam gdzie brakuje szlifu na etapie produkcji, tam zespół nadrabia muzycznie. Melodie gitarowo są bardzo żywe i emocjonalne, kojarzące mi się nieco z płynącym flow Jimmiego Hendrixa.
Brakuje mi trochę perkusji, która jest wycofana w mixie na dalszym plan, jednak skupiając się na niej, da się wychwycić że jest bardzo poprawna, ale prosta. Błyszczy dopiero podczas złożonych przejść jak głębiej w utworze The Poet and His Prophet. Tym bardziej jest to ciekawe, bo jak widzimy na nagraniu z oficjalnego kanału Dirty Sound Magnet, Maxime Cosandey – perkusista zespołu – podczas tych przejść dodatkowo śpiewa. Więc domyślam się, że prostsze bicia są celowe i mając tego świadomość – każdy wyłapany smaczek zyskuje na wartości. Pod tym materiałem możemy znaleźć też informacje, że uwieczniony występ ma w sobie bardzo dużo improwizacji.