Deathraiser – Forged in Hatred (2026)

Po prawie piętnastu latach od debiutu brazylijski Deathraiser wraca z drugim albumem studyjnym „Forged in Hatred”, wydanym 22 stycznia 2026 roku nakładem Xtreem Music. Sama płyta trwa trochę ponad 34 minuty, więc mówimy o dość zwartej, ale intensywnej dawce thrash metalu.

Muzycznie to granie bardzo mocno zakorzenione w klasyce lat 80. i początku 90. Słychać tu ciężar i brutalność w stylu Kreator z czasów „Extreme Aggression”, brazylijską energię kojarzącą się z Sepulturą z okresu „Beneath the Remains”, a także wpływy Slayera, Sodom i Dark Angel. Riffy są szybkie, ostre i pełne energii, z agresywnym palm mutingiem, skank beatami, tremolo pickingiem i solówkami, które nie są tylko ozdobą, ale realnie podbijają charakter całości.

Produkcja jest nowoczesna, ale nie gubi oldschoolowego ducha. Gitary są pełne i masywne, perkusja nie odpuszcza ani na chwilę, bas jest wyraźny, a wokale brzmią gardłowo i z przekonaniem. Całość nie sprawia wrażenia wymuszonej retro stylizacji – raczej świadomego powrotu do formuły, która po prostu działa.

Album dobrze balansuje między całkowitą szybkością a cięższymi momentami w średnim tempie, dzięki czemu nie wpada w monotonię. Wyróżniają się między innymi „Severe Atrocity”, „Primitive Medicine”, „Everything Dies”, „Corporation Parasite” oraz instrumentalne „Symphony of Violence”, pokazujące, że zespół potrafi nie tylko grać szybko, ale też budować zapadające w pamięć kompozycje.

Na całości mocno pracuje też oprawa graficzna – płonąca czaszka dobrze pasuje do klimatu chaosu, gniewu i kontroli nad tym chaosem. Teksty zahaczają o klasyczne thrashowe tematy: krytykę społeczną, przemoc, ignorancję, pasożytnicze korporacje i rozkład współczesnego świata. Wszystko podane wprost, bez zbędnego owijania.