Byłem sobie ostatnio na koncercie Wind Rose w Warszawskiej Progresji. Jako support zagrali Angus Mcsix, oraz Orden Ogan. O tym pierwszym nie wiedziałem zbyt wiele, spodziewałem się jedynie czegoś w stylu Gloryhammer. I zasadniczo trafiłem, Angus Mcsix został założony przez byłego wokalistę Gloryhammer, we współpracy z liderem zespołu Orden Ogan. Czyli można powiedzieć, że taka impreza rodzinna.
I o ile sam występ Wind Rose trochę mnie rozczarował, stroboskopy szalały bez opamiętania wywołując nieprzyjemne odczucia, pierwszy raz akustyka była mało przyjemna, a w dodatku chyba wentylacja szwankowała bo nie było czym oddychać. Mniejsza z tym, ważniejszym tematem jest…
Orden Ogan
Bo to szczerze mówiąc, dla mnie to chyba odkrycie tego roku. Muzycznie – melodic death metal, ale z eleganckim power metalowym wokalem. Teksty, w moim odczuciu proste, ale szybko wpadają w ucho i można było pośpiewać z zespołem.
Kurde, polubiłem ten zespół na tyle, że sprawiłem sobie mały prezent i zakupiłem sobie ich album Ravenhead na winylu. Nie korzystam ze spotify, a mam wrażenie, że jakość dźwięku w starszych nagraniach na Youtube jest kiepska przez kompresje. A winyl był niewiele droższy od CD więc, wybór był prosty.
Oprócz normalnej trakclisty, na wydawnictwie znajduje się także nagranie live utworu „ORDEN OGAN – The Things We Believe In”, więc to perfekcyjny album aby zacząć swoją przygodę z tym zespołem. Polecam.