Crypt Witch – Bad Trip Exorcism – recenzja

Ogólnie rzecz biorąc, nie przepadam osobiście za instrumentalnym doom/stoner metalem. Głównie dlatego, że uważam to za swego rodzaju chodzenie na łatwiznę. Bardzo łatwo jest popsuć wszystko słabym wokalem, a ciężko w tych czasach o dobry wokal (co pokazuje chociażby 90% nowych kapel). Są jednak pewne wyjątki, które uważam za swego rodzaju świętość: Camel Driver, Belzebong, Major Kong, Green Orbit i pewnie jeszcze ze dwa się jakieś znajdą.

Dzisiaj do tego zacnego grona „dobrych instrumentali” dołącza niemiecka formacja Crypt Witch, a wszystko to dzięki ich pierwszej płycie wydanej w marcu tego roku „Bad Trip Exorcism„.

Jeśli chodzi o sam opis brzmienia, to jest to nie lada wyzwanie – bo z jednej strony, Crypt Witch brzmi jak prawie każdy inny doom metal obracający się w tematyce ziołowej. Z drugiej jednak, próbując wygrzebać z pamięci nazwy zespołów do których mógłbym ich przyrównać, znajduję jedynie pustą przestrzeń.

Dlatego też, chyba mogę bezpiecznie stwierdzić: Crypt Witch pokazuje jak powinien brzmieć doom metal. Z tym że tutaj się aż prosi o jakiś wokal, czysty acz brutalny, taki „in your face” ale z gracją. Solówek za bardzo na „Bad Trip Exorcism” nie znajdziemy. I to dobrze, bo riffy są tak dobre, że aż chce się rzucić w ich wir i płynąć razem z nimi. Jednak, przez brak solówek a zarazem brak wokalu, czuję jakbym płynął do nikąd.

Możliwe że taki był zamysł – no nie ukrywam, ma to swój urok, ale ciągle pozostaje takie wrażenie że „trochę mi mało, chcę więcej„…