MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Helicon Metal Festival II – Relacja

W dniu 30 marca 2019 odbyła się w Warszawskim klubie VooDoo druga edycja festiwalu „Helicon Metal Festival” na którym zagrała – jakbym to nazwał – klasyka (prawie) Polskiego undegroundowego metalu. Dlaczego udergroundowego? Bo osobiście pytając znajomych – praktycznie nikt nie kojarzył żadnego z zespołów które miały wystąpić. A to duży błąd! Ja też nie znałem praktycznie nic oprócz Monstrum, i to ten właśnie zespół był głównym powodem dla którego zakupiłem bilet. Dzisiaj wiem, że jeśli taki sam set pojawi się na innym koncercie to tych powodów będzie aż pięć – bo jak się okazało, każdy zespół był świetny.

Słowem wstępu

Zanim przejdę do rozpływania się nad zajebistością zespołów które zagrały, ponarzekam trochę na sam „lokal” – w cudzysłowie, ponieważ sam club VooDoo jest bardzo fajnym miejscem. Niestety – scena na którym odbywał się festiwal była wyjątkowo słaba. Sala niska, ciasna, do tego otwarte okna która sprawiały że było zimno pomimo tego, że było duszno. Scena niby podwyższona, ale zdecydowanie za mało i stojąc już w drugim czy trzecim „rzędzie” pod sceną niewiele było na niej widać. Mam wrażenie że w klubie VooDoo to mała scena jest lepiej zorganizowana i przystosowana do koncertów. Na szczęście akustyka na dużej scenie była bardzo dobra, więc przynajmniej muzyka była wyraźna i czytelna.

Młot na Czarownice

Młot na Czarownice to chyba najmłodszy zespół który brał udział w wydarzeniu – choć nie są to świeżaki. Chłopaki grają razem od 2012 roku. Udało mi się znaleźć informację, że wydali dopiero pierwszą płytę i z tego co udało mi się przelotnie posłuchać, to odczułem w niej sporo braków. Zatem, chyba dobrze się składa, że nie słuchałem jej więcej, bo na żywo Młot na Czarownice dał naprawdę niezły popis. Wokal perfekcyjny, bez zająknięcia trafiający potężnym głosem we wszystkie nutki, zarówno te wysokie jak i niskie, a do tego bardzo melodyjny. Teraz, gdy wiem co potrafi ten skład, jestem pewien że o wiele przyjemniej będzie mi się słuchać ich płyty, a kto wie – może kiedyś wpadnie jej recenzja.

Monstrum

Zaraz po Młocie na Czarownice na scenę wyszedł chyba mój ulubiony Polski zespół ze wszystkich Polskich metalowych zespołów – Monstrum. Zatem chyba nie ma co się rozpisywać, to było niesamowite przeżycie móc zobaczyć ich na żywo, bo z tego co widzę, koncertują już raczej rzadko, acz stabilnie.

Stos

Stos to zespół który gra od 1979 roku – zatem naprawdę spory kawał czasu – i pomimo tak długiego czasu życia na scenie metalowej wydali tylko dwa pełne albumy – „Stos” w 1990 roku oraz „Jeźdźcy Nocy” w 2012 roku. Nie ma to jednak znaczenia, dla mnie każdy kawałek który zagrali był nowy. I w zasadzie każdy był świetny. Obecna wokalistka stosu świetnie odnajduje się na scenie, zarówno jeśli chodzi o kontakt z publicznością, jak i sam śpiew. Dużo dobrej energii płynęło ze sceny.

Sacred Steel

Jedyny „nie-polski” zespół który gościł na scenie – nie oznacza to jednak, że pod jakimś kątem gorszy. O nie! Sacred Steel to kawał potężnego klasycznego heavy metalu, a wokalista swoją stylówą i mimiką robił bardzo dobre wrażenie. Choć Sacred Steel gdzieś już chyba słyszałem przelotnie dawno temu, tak nigdy nie przykuwałem do tego zespołu jakiejś uwagi. Teraz wiem, że warto to nadrobić bo skład zacny i tworzy kawał dobrej muzyki. Myślę że to jedna z tych kapel której można użyć do zarażenia kogoś zajawką na heavy metal.

Destroyers

Ostrzejsza wersja Kata, brutalniejsza wersja Turbo – zespół legenda. To znaczy, ja ich tak odbieram po tym co zobaczyłem. Destroyers – zespół który ostatnią płytę wydał w 1991 roku, zespół który tworzył w czasach gdy ludzie mieli inną mentalność i to w dodatku tworzył coś tak obrazoburczego, że to aż piękne. Domyślam się że gdy ja stawiałem dopiero pierwsze kroki ucząc się chodzić, nie jedna babcia musiała wrzeszczeć na swoją wnuczkę słuchającą Destroyers, że przynosi szatana do domu. Muzyka pełna wulgarnego seksu, brutalności, satanizmu – a co najlepsze – tylko muzyka! Ja osobiście jestem przeciwny przenikania treści z tworzonej muzyki do naszego życia. To znaczy – fajnie gdy ktoś śpiewa o paleniu kościołów, ale faktycznych podpaleń nie popieram. I Destroyers działa na mnie dokładnie w ten sam sposób. Czuję, że ta muzyka ma mnie szokować i na swój sposób mnie szokuje, ale nie czuję się namawiany do bycia złym człowiekiem.

I wiem jedno – jak gdzieś zobaczę że Destroyers gra koncert, a w portfelu będzie kilka wolnych złotówek, na pewno zakupię bilecik by ich znowu zobaczyć!

Podsumowanie

Ogólnie pod względem muzycznym – jedna z lepszych kombinacji zespołów, a w dodatku każdy zespół dał z siebie 100% i zaprezentował świetny set. Szkoda tylko, że scena była tak słabo przystosowana do takiego koncertu…


P.S. W życiu brałem udział już w niejednym pogo – na Slayerze i Behemocie, na Kornie i Limp Bizkit, na Włochatym i The Bill’u i myślałem że najgroźniejsze pogo w jakim było mi być to Żyrardowski koncert Farben Lehre, gdzie ludzie po prostu stwarzali zagrożenie szukając wrażeń. Tym razem jednak, rekord ten został pobity, a co ciekawe – tylko przez jednego młodzika w skórzanej kurtce… Serio – różnych ludzi widziałem w pogo, ale tylko ten młodzik autentycznie stwarzał zagrożenie wymachując łokciami we wszystkie strony i rzucając się we wszystkie strony. Także kolego, na przyszłe koncerty, życzę z całego serca – połamania nóg! 🙂

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki



Galeria

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019