MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Stoned Jesus – Pilgrims – recenzja

W roku 2018 album „Seven Thunders Roar” autorstwa ukraińskiej kapeli Stoned Jesus był chyba najczęściej słuchanym przeze mnie albumem. Następny, „The Seeds vol. I” już tak bardzo mi do gustu nie przypadł ze względu na to, iż jest to album instrumentalny. Potem „The Harvest” wszedł mi ciężko, ale jednak wszedł. Z albumem „The Seeds vol. II” było podobnie, jak z pierwszą częścią.

Dlatego na wieść o tym że wychodzi nowy album w 2018 byłem nieco podjarany, bo liczyłem na powrót do epickości pierwszego albumu. Trochę się zakręciłem i przegapiłem premierę, ale już zacząłem kątem oka dostrzegać mieszane opinie na jego temat. Uznałem zatem że poczekam aż mi opadną oczekiwania zanim do niego zasiądę. I chyba czekałem zbyt krótko…

Ogólnie rzecz biorąc „Pilgrims” sprawił, że rozumiem teraz jak czuli się fani Megadeth przy premierze albumu „Rust”. Całe szczeście, na każdym kroku podkreślam że MetalMusic.pl to stronniczy serwis i wyrażam w nim swoją subiektywną opinię. Mimo wszystko czuję pewien opór przed zmieszaniem tego albumu z błotem, ze względu na szacunek do ogólnej twórczości zespołu.

Mimo wszystko nie nazwał był „Pilgrims” dobrym albumem. I to nawet nie tylko ze względu na to że nie otrzymałem tego co chciałem – tak działa życie przecież. Głównym powodem jest to, że „Pilgrims” zbliża się w tą stronę metalu której nie trawie w 90% przypadków – w stronę miałkiego i przeciętnego alternative (albo nawet alternative rocka co jest jeszcze gorsze). Znajdziemy tutaj budowanie napięcia takie jak w masie innych alt metalowych utworów, polegające na trzymaniu akordu z oktawą i monotonnym młuceniem szestnastkami, wyjące – jak dla mnie – czasem wręcz bolesne dla uszu wokale, bas który do tej pory był ważną rolą w Stoned Jesus, tak tutaj gra tak trzeciplanową rolę, że równie dobrze mógłby być dograny z syntezatora. Nie wiele by się wtedy zmieniło.

Konstrukcja samych utworów też ma pewne braki w dynamice. Albo za długo jest budowane napięcie przez co kawałki robią się irytujące, albo wręcz za długo nic się nie dzieje i jest monotonnie i usypiająco. Boli mnie też fakt, że wokalista – chociaż pokazał już że posiada oryginalny i potężny głos, zamiast z tego korzystać buja się niepotrzebnie po wysokich tonach, przez co całość traci na mocy i klimacie.

Jedyny jasny promyczek nadzieji w tym albumie, to fakt, że czasem gdzieś wybija się gitarka nawiązaująca klimatem to starszych albumów. Ale jest jej mało. Stanowczo za mało aby wyratować sytuację.

Niestety, „Pilgrims” mnie zawiódł, i raczej nie wrócę zbyt prędko do ponownego słuchania. Prędzej przesłucham znowu sto razy „Seven Thunders Roar” niż wrócę do nowych dokonań Ukraińców.


P.S. Za to plus za okładkę – widzimy na niej zarysowaną postać krótej odpadła twarz. I jak dla mnie Stoned Jesus straciło swoją twarz kierując się muzycznie w stronę tak bez wyrazu jaką jest alt rock / alt metal.

Stoned Jesus - Pilgrims

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019