MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Korn – The Nothing

W przeciwieństwie do Slipknota, grupa Korn wydaje swoje albumy w miarę regularnie co 2-4 lata. I z jednej strony fajnie, bo nie musimy aż tyle czekać na coś nowego, z drugiej strony – może lepiej poczekać i dostać coś dobrego?

Oczywiście, wiadomo, wszystko kwestia subiektywna – trzeba brać na to poprawkę – i choć uważam się za dosyć zagorzałego fana zespołu (odkąd mogę chodzić na koncerty, nie przegapiłem żadnego w Polsce – ze 6 się uzbierało w historii), tak od dwóch poprzednich albumów (The Serenity of Suffering oraz The Paradigm Shift) dosyć mocno się odbiłem. Może to kwestia zmian w obieranym muzycznym kierunku, bo z kolei The Path of Totality to jeden z moich ulubionych albumów, zaraz po Issues.

Tak czy inaczej – nowy album jest świetnym przykładem, że nie warto skreślać zespołu bez względu na to, ile wyda albumów nie w naszym stylu. Bo oto pojawił się 13 września nowu album The Nothing. Album do którego zabierałem się dosyć długo. Bałem się kolejnego rozczarowania. Rozczarowałem się jedynie swoim podejście, bo nowy album jest na prawdę świetny.

Stary dobry KORN

Przede wszystkim – mamy tu do czynienia z powrotem do starego klimatu – agresywnego nu metalu, w sam raz dla ludzi którzy przechodzą trudne chwile i potrzebują kopa.

To oczywiście skrót myślowy w odniesieniu do filmu WHAT KILLED NU-METAL? Korn, Slipknot, Limp Bizkit

Po poprzednich trzech, bardzo eksperymentalnych albumach które już trochę mnie wymęczyły, nie spodziewałem się że prosty powrót do korzeni da mi aż tyle satysfakcji ze słuchania. O wiele mniej tutaj syntezatorowych brzmień, a więcej skocznych, ciężkich gitarowych riffów. Wokal doprowadzony do perfekcji – wcześniej mam wrażenie że Jonathan Davis albo nie umiał śpiewać więc tylko krzyczał – a gdy już się nauczył śpiewać, to unikał krzyku jak tylko mógł. W przypadku albumu The Nothing mamy nirwanę – idealny stosunek do pięknie zaśpiewanych emocjonalnych, acz męskich melodyjnych partii do wrzasków pełnych paranoi i lęku.

Już samo intro przyprawia o ciarki na plecach – znów słyszymy solo na kobzach w wykonaniu lidera zespołu.

Nie wiem jak Wy, ale ja się jaram tym albumem bardzo mocno, polecam go z całego serca każdemu kto lubi ciężkie klimaty i w sumie nie mogę się doczekać ich koncertu w ramach Impact Festival 2020.

Korn The Nothing1

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka

Wyszukiwarka

Ostatnio nadesłane

Recenzje płyt nadesłanych przez czytelników MetalMusic.pl

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019