MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Dopethrone – Transcanadian Anger

W ramach rozgrzewki mojego pisarskiego rzemiosła, zacznę od czegoś prostego. Prostego na każdej płaszczyźnie, ponieważ zdanie na temat tego albumu wyrobiłem sobie już dawno, a sama muzyka też jest niezwykle prosta w swej konstrukcji – i to jest chyba największa zaleta tego albumu, jak i całej twórczości Dopethrone.

Zacznijmy jednak od początku. Choć ze względu na brzmienie ciężko w to uwierzyć, to Dopethrone pochodzi z Kanady. Został założony w 2008 roku i sukcesywnie zdobywa scenę którą sami określają jako „mieszankę sludge, stoner i doom z tekstami opartymi na morderstwie, marihuanie i nędznym nadużywaniu leków” (tłum. oryginał tutaj). I muszę przyznać że to zdanie genialnie definiuje to czym Dopethrone jest.

Możemy zatem uznać że Dopethrone wszystko co robi, robi wprost, bez ogródek, z buta wjeżdża z każdym tematem. I nie inaczej jest w przypadku ich najnowszego albumu „Transcanadian Anger„, wydanym w 2018 roku.

Już pierwszy rzut oka na okładkę sugeruje nam z czym będziemy mieć doczynienia: z rozpędzonym pociągiem pełnym agresji i niosącym ze sobą śmierć. Nie ma chyba takiego muru, którego taka maszyna nie przebije. I gdy odpalamy ten album, słyszymy dokładnie to co widzmy na okładce. Już pierwszy riff brzmi jak rozpędzony wagon pełen ołowiu, który jedzi spuścić ci łomot. Coś niesamowitego.

Wokal z każdym kolejnym album kształtuje się w stylistykę którą określił bym jako szeptany growl. Jest to głęboki agresywny wark, jednak ton głosu brzmi jak szept. Genialnie wpisuje w brzmienie całego albumu. Ciekaw jestem tylko, czy to brzmienie to zamierzony efekt, czy może po prostu, z biegiem lat Vinnie (wokalista Dopethrone) powoli traci głos i musi go coraz mocniej z siebie wypychać. Nie mniej, dopóki daje radę go z siebie wydowyć, to ja jestem zadowolony i dajcie mi tego więcej.

Już na drugim miejscu na trackliście jest chyba Dopethrone’owy show killer’em. który grają zazwyczaj jako ostatni utwór na swoich koncertach – utwór „Wrong Sabbath„. Zaczynający się niezwykle klimatycznym intrem z narkotycznym gadaniem o flakach, które płynnie przechodzi w niezwykle bujające acz brudne riffy utwór jest na pewno wartym uwagi kawałkiem metalu.

Z kolei jeśli chodzi o moje „top 2 utworów” z tego albumu, to będą to niezaprzeczalnie „Killdozer” oraz „Tweak Jabber” które akurat następują kolejno po sobie, przedzielone jedynie innym świetnym utworem
„Scuzzgasm”.

Utwór „Killdozer” znów jest pełen riffów które kojarzą się z poteżną maszyną która pędzi nieść zniszczenie – i tutaj jest to niezwykle trafne, ponieważ utwór ten odnośi się do tematu Marvina Heemeyer’a i własnie Killdozera (więcej na temat historii tej maszyny i tragedii człowieka który za nią stoi tutaj).

Tweak Jabber” to z kolei utwór który jest niczym zniszczony twardymi narkotykami Punk na sterydach – prosty, brudny, śmierdzący, ale pełen zabawy (oczywiście mowa o klimacie muzycznym, bo warstwa liryczna jest jak najbardziej standardowo – „poważna”).

I tutaj mógłbym jeszcze długo rozwodzić się nad każdym z kolejnych utworów, ale myślę że nie warto tracić czasu na czytanie o albumie, skoro można go kupić i spędzić czas na słuchaniu tego brudnego arcydzieła. Polecam gorąco!

Dopethrone - Transcanadian Anger

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka nie ma gwiazdki

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019