MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Candlemass – The Door To Doom – recenzja

Słowem wstępu

Candlemass zawsze był gdzieś obok mnie, odkąd jako mały brzdąc zacząłem wciągać się w mroczne metalowe klimaty. Nic dziwnego, w końcu zespół istnieje od 1984 roku. Dziwić może natomiast fakt, że pomimo iż zawsze ten zespół gdzieś tam w mojej świadomości istniał, tak nigdy go nie słuchałem. W czasach przed youtubem, gdy jedyną opcją na sprawdzenie brzmienia danego zespołu bez płacenia, było słuchanie go w Saturnie bądź w Empiku na słuchawkach, mając za każdym razem nadzieję że płyta którą skanujemy akurat jest w systemie, Candlemass trafiał się niezwykle rzadko. A jeśli już trafiłem na album który akurat był do odsłuchania, to kojarzył mi się z klimatem który akurat do mnie nie trafia.

I jakoś tak śmiesznie wyszło, że gdy sprawdzałem Candlemass na początku swojej drogi metalowca, gdy na moim osobistym topie była Metallica i Pantera, tak Candlemass wydawał mi się za mroczny i za ciężki. Gdy po kilku latach zanurzyłem się w death i black metal, tak wtedy wręcz przeciwnie, Candlemass był za lekki.

Dlatego też zawsze byłem świadom że taki zespół istnieje, lecz nigdy go nie słuchałem. Dzisiaj widze jak wielki to był błąd, bo to na prawdę świetna kapela, pod niemalże każdym względem. Album „The Door To Doom” kupił moją uwagę na tyle, że sprawdziłem też starsze wydawnictwa tego zespołu i okazuje się że praktycznie wszystkie są świetne. Dzisiaj jednak skupię się tylko na głównym przedmiocie recenzji, czyli na najnowszym albumie zatytułowanym właśnie „The Door To Doom„.

Recenzja właściwa

Na płycie Candlemass – „The Door To Doom” znajdziemy wszystko to, czego może szukać stereotypowy metalowiec. Mamy potężnie zmiksowaną perkusję, która potrafi zrobić potężną miazgę, ale nie stroni też od powolnego bicia z głębi piekielnego serca. Dynamika samej perkusji jest świetna, od lekkich powolnych bić, bo brutalne (acz wciąż nie nie death metalowe) groovy.

Gitary to klasyka – niczym podrasowawny, współczesny Black Sabbath – i choć dla wielu fanów Tony’ego Iommi’ego będzie to obraza majestatu, tak dla mnie to jest właśnie trafne określenie. Riffy są mroczne, jednak proste a zarazem genialne w swojej prostocie. Nie są to typowe przekombinowane bicia których pełno w dzisiejszym nowofalowym doomie, a raczej proste, klasyczne oparte na sprawdzonych schematach. Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu całość zyskuje na epickości. Wszakże według wikipedi, Candlemass gra właśnie Epic Doom Metal – i ja się z tym w pełni zgadzam.

Wokale to magiapotężne, z charyzmą i choć nie zawsze idealnie trzymają się dźwięków w skali, tak świetnie trzymają klimat. Nasuma mi się skojarznie z mroczną wersją starego Halloween z czasów albumu „Keeper of the Seven Keys„.

Bas w zasadzie niczym się nie wybija, jest tam gdzie powinien być – w dolnej sekcji gitary. Gdyby był gdzie indziej, to nie dopełniał by tak świetnie swoich obowiązków w składzie. Są gatunki muzyczne gdzie bas może sobie popląsać po swojemu, ale nie tutaj. I super że basista ma tego świadomość, bo dzięki temu, cały zespół uczciwie wypracował maksymalną ocenę w serwisie MetalMusic.pl!

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019