MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Alestorm – No Grave But The Sea – recenzja

Już 26 lutego 2019 roku, w Warszawskim klubie Progresja zagości szkocki zespół (według wikipedii) folk/power metalowy. Jednak wszyscy którzy znają Alestrom uznają stwierdzenie że świetnie pasuje tutaj określenie „Pirate Metal” i w sumie nie ma co się dziwić. Otoczka zespołu jest bardzo mocno związana z morzem, piratami i piciem rumu (a także wszelkiego rodzaju innych trunków, w końcu jednak folk).

Skoro więc zbliża się całkiem zacny koncert, postanowiłem odświeżyć sobie trochę ten zespół, więc przy okazji mogę skrobnąć recenzję ich ostatniego albumu „No Grave But The Sea” wydanego w maju 2017 roku.

Ogólnie rzecz biorąc na Alestrom trafiłem przypadkowo, w czasach gdy ich dyskografia zawierała tylko album „Captain’s Morgan Revenge” i choć album ten przypadł mi do gustu, tak na dłuższą metę nie śledziłem tego co dzieje się z zespołem ani ich nowej twórczości, dlatego też nie wiem co się działo z zespołem przez te wszystkie lata, ale dzięki temu nie miałem żadnych oczekiwań wobec ich najnowszego albumu.

I od początku zaczyna się bardzo dobrze, pierwsze trzy utwory aż porywają do tańca z butelką rumu w dłoni. Klimatyczne skrzypki z syntezatorów, skoczne bicia perkusyjne, proste acz konkretne gitarowe riffy – no całość ogólnie super. Może jedynie trochę dziwić 8-bitowe brzmienie sytnetazotorów na intrze do drugiego utworu „Mexico„, na szczęście jest to tylko krótki przerywnik, po którym wszystko wraca do normy. Mimo wszystko zastanawiam się skąd ten pomysł.

Pierwszy zgrzyt zaczął się dopiero przy czwartym utworze pod tytułem „Alestorm” – zgrzyt, polegający na tym że muzycy chyba przez chwilę zapomnieli jaką muzykę chcą tworzyć. Znaczy, ja rozumiem, taki zamysł aby wprowadzić urozmaicenie, ale gdy zespół który ma świetny i pomysłowy klimat próbuje „czegoś nowego” na zasadzie „w tym miejscu chcemy brzmienie takie jak 95% innych współczesnych zespołów metalowych” to czuję lekkie rozczarowanie. Nie ma jednak co się zatrzymywać nad tą kwestią, bo fragment ten nie trwa za długo i po chwili wszystko wraca do normy, a dwa utwory później już zapominamy o tym faux paux.

Zostańmy jednak ogólnie przy temacie ciekawych zmian dynamiki albumu i „próbowaniu czegoś nowego” – utwór „F**ked with an Anchor” jest świetnym przykładem jak powinien wyglądać (i brzmieć) przerywnik który przełamie trochę jednostajność albumu, a jednocześnie nie popsuje klimatu. A do tego wszystkiego dochodzi fakt, że aż wesoło będzie sobie pośpiewać ten utwór na koncercie, bo jest po prostu wesoły jednocześnie niosąc za sobą wulgarny przekaz – a to jest świetne połączenie do pośpiewania z ludźmi i wszyscy o tym wiemy.

Utwór „Pegleg Potion” pokazuje z koleji że można zmienić trochę nastrój i tempo grania, jednoczesnie nie tracąc klimatu – kawałek szybszy, wręsz z thrash-owym zacięciem, ale trzyma bardzo wysoki poziom jak reszta albumu. Zaraz po nim, „Man the Pumps” wprowadza wolniejsze tempo i dodaje patosu i wyniosłości. Świetne połączenie melodji gitar i syntezatorów z potegą wokali.

Przedostatni utwór „Rage of the Pentahook” ma z kolei zacięcie typowe dla współczesnego metalu, takie bliskie gatunkow z dopiskiem „core” w nazwie, ale jest bardzo przyjemnie przepleciony z typowo folkowymi wstawkami.

I na sam koniec „Treasure Island” – długi kawałek świetnie opowiedzianej historii z klimatycznymi solówkami przy typowych folkowo bitych riffach. Piękne zamknięcie prawie spójnej całości.

Podsumowanie

Na sam koniec dla porównania, zapuściłem sobie jeszcze płytkę „Captain’s Morgan Revenge” aby zobaczyć czy zespół zrobił postęp jednocześnie nie zatracając swojej natury – i tak, zrobił duży postęp w znaczeniu technicznym. Wokale są o wiele przyjemniejsze, ale w moim odczuciu perkusja straciła pazur, a klawisze wybierają trochę prostsze melodie.

Mimo wszystkim, jeśli postawię takie pytania:

  • „Czy gdybym dzisiaj usłyszał Alestorm po raz pierwszy z ich najnowszą płytą, czy zapragnąłbym iść na koncer?”
  • „Czy gdybym dzisiaj po raz pierwszy usłyszał album Captain’s Morgan Revenge to czy uznałbym go za lepszy?”

To odpowiem kolejno Tak i Nie. A to bardzo dobrze świadczy o kierunku który obrał zespół. Dodatkowo pojawia się większa chęć usłyszenia starych utworów zagranych przez muzyków którzy rozwinęli się na przestrzeni lat.

Album „No Grave But the Sea” cierpi jedynie na drobne mankamenty, dlatego 10tki nie będzie, ale 8ka to też bardzo dobra ocena – i polecam ten album każdemu kto lubi folk i/lub pirackie bądź ogólnomorskie klimaty.

Alestorm - No grave but the sea

WERDYKT

jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka jest gwiazdka nie ma gwiazdki nie ma gwiazdki

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019