MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Kultura zachowania – czyli zaskakujące zachowania na koncertach

Nie jestem może super aktywnym koncertowiczem, ale swoją przygodę z koncertowaniem – a konkretnie z byciem pod sceną zacząłem w 2004 roku od koncertu Metallica w Chorzowie. Jako że miałem wtedy raptem 13 lat, nie było opcji żeby wbić się na płytę i niestety pozostały trybuny. Chociaż, może i dobrze wyszło. Miałem spoko widok, a taki knyp jak ówczesny ja nie miałby szans podejść na tyle blisko by coś widzieć spod sceny. A i typowo metalowe zabawy, takie jak pogo, były mi wtedy obce. Piękne czasy.

To czego doświadczyłem wtedy, uznałem za standardowe zachowanie na koncertach – gdy zespół wszedł na scenę i zaczął grać, to pomimo tego że mieliśmy miejsca siedzące, to wszyscy z trybun, jak jeden mąż, wstali i że tak powiem „bawili się na stojąco„.

I w zasadzie było to standardem na każdym kolejnym koncercie na którym miałem okazję być na trybunach – czy to w czasach gdy byłem za młody by iść w pogo, czy to gdy już byłem za stary na takie zabawy i wolałem się skupić na muzyce. Zarówno na Marylin Manson w 2018, jak i na Red Hot Chilli peppers w 2007. Od zawsze tak było i był to dla mnie podstawowy element kultury zachowania na koncertach – forma szacunku dla artysty. Zacząłem się jednak zastanawiać czy na pewno tak jest, gdy na koncercie Nightwish w 2018 doświadczyłem czegoś zupełnie odwrotnego.


Tutaj mały przerywnik: koncert Nightiwsh w 2018 roku w Krakowskim Tauron Arena udowodnił że publika pod sceną żyje własnym życiem i nie ma żadnej opcji aby nad nimi zapanować.

Te jasne punkciki pod sceną jak można się domyślić – to telefony robiące zdjęcia i nagrywające filmy. Jest to dosyć standardowy widok w tych czasach, jednak w tym przypadku wyjątkowo zabawny, ponieważ koncert zaczał się od odlicznania podczas którego głos lektora opowiadał o tym, jak to chcą nas zabrać dzisiaj w przeszłość do czasów gdy ludzie nie oglądali koncertów przez ekrany swoich smartfonów. Jak widać, prośby prośbami, fani swoje – i nie żeby coś, też biję się w pierś, byłem jedną z tych osób, tłumacząc sobie, że jak kiedyś założę portal o muzyce metalowej, to każde zdjęcie może się przydać. Miałem rację.


Wróćmy jednak do tematu – jak zawsze, gdy zespół wyszedł na scenę i zaczeło się show, wstałem i zacząłem czerpać garściami z koncertu. Przez 30 sekund, po czym jakiś starszy Pan, popukał mnie w ramie i poprosił żebym usiadł bo mu zasłaniam. Muszę przyznać że pierwszy raz w życiu coś mnie tak zamurowało na koncercie. Najpierw zacząłem się tłumaczyć, że przecież tak to będę gorzej widział, a dziadek swoje że zasłaniam i kropka. Krótka rozkmina, rzucam okiem po całym Tauron Arena i nie wierzę swoim oczom. Wszyscy siedzą.

I zaczałem się tutaj zastanawiać – czy wpływ na takie zachowanie ma, jakby to powiedzieć „statystyka fanów” czy raczej położenie geograficzne imprezy. Musze przyznać, że w Krakowie był to mój pierwszy koncert – może w tam po prostu grawitacja jest większa i stanie przez 2h by zamęczyłoby nadmiernie ludzi. Ciężko mi uwierzyć że „średni wiek fanów” ma na to wpływ – bo owszem, na Nightwish’u widziałem sporo osób starszych. Jednak tak samo sporo osób starszych widziałem na koncercie Limp Bizkit, Rammstein, Iron Maiden itd. itd. – i tam z reguły wszyscy stali na trybunach. Fakt, średni wiek publiki na koncertach nie jest stały, bo np.: na Marylin Manson z reguły jest większość młodych ludzi, a starszych prawie nie widać.

A skoro padł temat Marylina – to tutaj też spotkało mnie kolejne wielkie zaskoczenie, a nawet dwa – dobre i złe. Ogólnie sam koncert w 2018 roku zrobił na mnie mega wrażenie, bo o ile przeglądając na youtube nagrania z koncertów, słychać było że wokal był rozczarowujący, zupełnie jakby powoli się te zdzierane struny głosowe kończyły. A tu proszę – na żywo, w Polsce Manson dał niesamowity popis i wszystko zabrzmiało perfekcyjnie, tak jakbym sobie to wymarzył. Nastroju nie zepsuł mi nawet alarm który się włączył i zmusił wszystkich do opuszczenia budynku na parę minut, bo potem wszyscy mogliśmy wrócić do środka i dalej delektować się imprezą.

I tutaj zaznaczę – kontert Marylina Mansona w 2018 roku to był mój pierwszy większy koncert po kilkuletniej przerwie – dlatego to co się stało pod koniec mnie przeraziło – pomyślałem że świat się kończy. Było mi trudno uwierzyć w to co widzę. Na tyle trudno, że przez dobre 10 minut stałem i patrzyłem jak wryty w to co się dzieje. Otóż, gdy artyści skończyli grać ostatni utwór i zeszli ze sceny – cała publika odwróciła się na pięcie i zaczęła wychodzić.

Może nie brzmi to jakoś strasznie – ale dla mnie standardem jest, że nie można tak łatwo wypuścić gwiazdy ze sceny, bez żadnych bisów, bez walki o jeszcze pare minut obcowania z muzyką. Tutaj nie było nic, żadnego skandowania, żadnej walki o bis, zero czegokolwiek. Co gorsza, nic nie zapowiadało że to koniec. Zazwyczaj – artyści się przedstawiają bez względu na to że i tak wszyscy ich znają, albo przeciągają ostatni utwór, albo mówią „dziękujemy, byliście całkiem ok jak na publikę” itd. A tutaj po prostu cyk i koniec, dziękuję dobranoc. Osobiście przez moment byłem przerażony – bo pomyślałem że tak to teraz wygląda. Na szczęście, wszystkie następne koncerty odbyły się jak należy, a ten przypadek jak się okazało, był odosobniony i nie definiował podstawowych elementów kultury zachowania na koncertach.

Zastanawia mnie tylko, czemu ten koncert się tak skończył. Czy to kwestia tego, że większość publiki nie była jeszcze pełnoletnia? Czy to przez obecną modą na zasadzie „byłem, zrobiłem selfie, mogę wracać”? A może to przez to, (chodzą ponoć takie plotki) że Manson nie przepada za Polską publiką? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi…

Na szczęście, już 30 marca Helicon Metal Festival II w VooDoo Club w Warszawie, zatem nie będę miał zbyt wiele czasu aby o tym rozmyślać.

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019