MetalMusic.pl

Nowy portal o muzyce metalowej - recenzje płyt, relacje z koncertów, słów pare o sprzęcie muzycznym i wiele innych!

Analiza porównawcza wokalistek Nightwish

Miałem okazję być w 2018 roku na koncercie zespołu Nightwish w Krakowskim „Tauron Arena” – relacja z koncertu już wkrótce, dzisiaj jednak skupię się na innym aspekcie.

Po koncercie wywiązała się gorąca dyskusja między mną, moją mamą (która jest wielką fanką Nightwisha praktycznie od początku) oraz moją dziewczyną. Temat dyskusji dotyczył wokalistek i tego która jest najlepsza. Oczywiście, nie da się jednoznacznie tego określić, dlatego postaram się jedynie podzielić swoją opinią na temat tego, jak ja to widzę.

Tarja Turunen

Pierwsza wokalistka – Tarja Turunen. Wydaje się oczywiste, że to w głównej mierze Tarja ukształtowało sposób w jaki postrzegamy Nightwish. Była częścią zespołu od 1996 do 2005 i to właśnie w tym czasie powstały najbardziej rozpoznawalne hity które zapadły w serca fanów. „Wishmaster”, „Nemo”, „Wish I had an Angel” i można by wymieniać jeszcze długo.

Jej operowy głos nadał zespołowi unikalny i niezwykły charakter. Dla wielu kapel gothic metalowych była wręcz wzorem tego jak powinna brzmieć wokalistka chcąca śpiewać w tych klimatach. Trzeba przyznać że jej umiejętności wokalne są na niezwykle wysokim poziomie – tym samym ustawiła bardzo wysoko poprzeczkę swoim następczyniom.

Zanim jednak przejdziemy dalej, parę słów o tym co moim zdaniem nie było jej mocną stroną – występy na żywo. Zanim ktokolwiek poczuje się oburzony, zaznaczę iż jest to moje zdanie, które opieram na nagraniach koncertowych, bo niestety Tarja opuściła zespół zanim zbliżyłem się do pełnoletności.

Ogólnie rzecz biorąc, słuchając albumów studyjnych zespołu, wokal jest perfekcyjny i dam sobie urwać lewy poślad że to głównie zasługa jej umiejętności, a nie ciężkiej pracy inżynierów dźwięku i realizatorów pracujących przy nagraniach. Niestety na żywo, Tarja w moim odczuciu traciła trochę poczucie tego gdzie gra. Gdyby zamiast przesterowanych gitar, perkusji, basu i klawiszy ustawić wokół niej pełną sekcję operową, pełną skrzypiec, altówek i kontrabasów – to by zagrało świetnie. Niestety, to nie opera i w muzyce metalowej ważny jest tak zwany „atak” każdego z instrumentów i nadmierna próba pływania dynamiką wokalu w otoczeniu równie uderzanych strun i bębnów nie wychodzi najlepiej.

Anette Olzon

Anette współpracowała z zespołem w latach 2007 – 2012.

Spotkałem się opiniami hardkorowych fanów zaspołu, że Anette to pomyłka i że zespół się skończył. Prawdopodobnie byli to pewnie Ci sami ludzie, którzy uważają że Metallica skończyła się na „Kill’em All”.

Fakt – jeśli chodzi o sam klimat wokalu, to nie wpasował się on idealnie w fundament który Tarja budowała przez lata. Może wręcz trochę odstawała. Ale! Mamy XXI wiek i czasem się zdarza w architekturze że budynki wydają się krzywe bo idzie za tym jakieś artystyczne przesłanie. Może nie jest to idealne określenie, bo sama barwa głosu przesłania nie niesie, takie zadanie mają teksty.

Chodzi mi głównie o to, że Anette dawała radę. Próbując choć na chwilę oderwać się od wyidealizowanego obrazu zespołu, można dostrzec (a raczej usłyszeć) to, że tam gdzie Anette brakowało umiejętności operowych, nadrabiała kreatywnością i miała po prostu na siebie pomysł w zespole. Albumy które powstały z jej udziałem straciły trochę operowego zacięcia, ale to nie znaczy że były gorsze. Technicznie też były bardzo dopracowane i dobrze się tego słuchało.

Niestety, tutaj też pojawia się problem z wystąpieniami na żywo, jednak z zupełnie innego powodu niż w przypadku Tarji. Sprawa wygląda tak, że idąc na koncert chcemy usłyszeć to co znamy z albumów, z czym nam się zespół kojarzy – czyli z operowym wokalem którego tutaj zabrakło. Wszystko byłoby super, gdyby Tarja nigdy nie istniała, a Anette śpiewała swoim głosem od początku. Domyślam się iż fani zespołu którzy w latach Anette chodzili na koncerty mogli czuć się rozczarowani. I to nawet nie samą jakością wykoniania ich ulubionych utworów, ale tym że „to już nie to samo”.

Najważniejsze jednak, że wróżenie z fusów się nie udało, zespół się nie skończył i gra do dzisiaj i na szczęście ma teraz wokal na swoim miejscu.

Floor Jensen

Floor jest wokalistką Nightwish od 2013 roku i jak zapewne domyślacie się po ostatnim zdaniu poprzedniej sekcji, cieszę się iż to właśnie Floor nadal gra z zespołem, który niektórzy spisali na straty parę lat temu.

Przede wszystkim – Floor jest kobietą wielką. Zarówno wokalnie, bo także posiada podobny wachlarz umiejętności do Tarji, ale i fizycznie. Z punktu widzenia marketingowego, to super sprawa – wszyscy wiedzą już na pierwszy rzut oka widać, na którą stronę sceny warto patrzeć.

W Krakowskim „Tauron Arena” w 2018 roku to właśnie Floor wystąpiła na deskach razem z Nightwish. I w przeciwieństwie do osób które zaczęły dyskusję która zainspirowała mnie do napisania tego posta, ja uważam że to właśnie Floor jest najlepszą wokalistką Nightwish w historii i mocną ją dopinguję aby grała z nimi już do końca.

Po pierwsze: jej wokal – zarówno na żywo jak i na albumach studyjnych jest świetny.

Po drugie: współpraca z zespołem – stojąc pod sceną widać że świetnie dogaduje się z resztą zespołu, nie jest od niego oderwana, nie wyobraża sobie że śpiewa w operze tylko tworzy jedną spójną całość ze wszystkimi.

Po trzecie: jej wokal – powtarzam ten punkt, ale tym razem chodzi mi o szeroki wachlarz, bo w jej wykonaniu świetnie brzmią operowe klasyki takie jak „Nemo”, ale i bardziej rockowe utwory z czasów Anette takie jak „Amaranth”.

Po czwarte: jej uśmiech – i choć brzmi to jak błahy flirt na odległość, to mam tutaj głownie na myśli to, że śpiew i przebywanie na scenie sprawia jej przyjemność. Nie jest tam za karę, nie jest tam dla poklasku i oszałamiania publiki swoim głosem, a po prostu dla zabawy. I to właśnie jej pozytywna energia sprawia że warto iść na koncert Nightwish.


// Zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą z oficjalnych Fanpage’y artystek, linki poniżej:

Wyszukiwarka

Projekt i realizacja - Jacek Korzemski - Copyright © 2019